Zrywam kartki z kalendarza
Żaden dzień się nie powtarza
Bo minęło to co było
I na dobre się skończyło
Dni przechodzą i miesiące
Płyną jako rzeki rwące
Każdy czyni coś ważnego
Zawsze niepowtarzalnego
Zrywam kartki z kalendarza
Żaden dzień się nie powtarza
Bo minęło to co było
I na dobre się skończyło
Dni przechodzą i miesiące
Płyną jako rzeki rwące
Każdy czyni coś ważnego
Zawsze niepowtarzalnego
Mówił styczeń do lutego:
Daj mi wreszcie rok wolnego
Bom jest strasznie umęczony
Na dodatek przeziębiony
Pracy miałem bardzo wiele
W piątek, świątek i niedzielę:
Ziemię śniegiem zasypałem
Dzieciom nosy odmrażałem
Szybko mija zimy pora
Luty zbiera śnieg do wora
Słupek rtęci w górę skacze
Niebo deszczem trochę płaczeTo za lutym co iść musi
Chociaż praca wciąż go kusi
Lecz już Marzec w bramie czyha
Palcem grozi – Luty wzdycha
Rusza w końcu w inne strony
A tuż za nim czarne wrony
Idą razem w Kraj Północy
Gdzie biel śniegu kłuje w oczy
Po cichutku pomalutku
Kwiecień staje już w ogródku
Delikatnie jak potrafi
Choć go Marzec trochę trapi
Trzyma słońce w swych objęciach
I pogrąża się w zajęciach
Maj co bzem pachnącym sypał
Zaraz Kwietnia grzecznie spytał:
Bracie miły co się stało
Że uśmiechu w tobie mało
Przecież trud twój bardzo znojny
Plon twej pracy będzie hojny
Inny miesiąc zbierze zbiory
Dzięki tobie będzie spory