Dotykam swoimi rękami
Białego chleba
O smaku i zapachu chleba codzienności
Słowa wypowiadam
Te Chrystusowe z Wieczernika
I nie ma już chleba
Jest Ciało Chrystusa
Choć smak i zapach ten sam
Dotykam swoimi rękami
Białego chleba
O smaku i zapachu chleba codzienności
Słowa wypowiadam
Te Chrystusowe z Wieczernika
I nie ma już chleba
Jest Ciało Chrystusa
Choć smak i zapach ten sam
Duchu Święty
co ogień wiary w sercu rozpalasz
i nadzieję przynosisz
daj moc słabym
by glebą żyzną się stali
gdzie ziarno słowa Bożego
jak nasiona pszenicy
Biała święta chleba kruszyno
coś w złotej monstrancji się skryła
dla człowieka w którym duch tak słaby
pokarmem na drogę do wieczności jesteś
w sercu strudzonego walką z losu przeciwnościami siłę rodzisz
rysujesz przedsmak niebiańskiego szczęścia
do którego zdążamy
Jak trudno wierzyć
w sens istnienia
i kochania do końca
w to co niedotykalne
i tajemnicą Boga okryte
gdy wszystko czym świat oddycha
racjonalizmem przesiąknięte
gdy rozum
zachłysnął się bakcylem
wszechwiedzy i nieograniczoności
Jezu
chodzący po falach jeziora
z lekkością anioła
daj mi wiarę
aby kroczyć z taką swobodą
pośród burz życia
Jezu
wstępujący do nieba
niczym ptak wzlatujący w przestworza