
Płomyk delikatny
w cmentarnej mgle jak robaczek świętojański
ze smutkiem co łzą powolutku kapie igra
w szklanym naczyniu zamknięty
czerwienią żalu kamienny krajobraz rozświetla
migającym blaskiem całuje co rusz

Płomyk delikatny
w cmentarnej mgle jak robaczek świętojański
ze smutkiem co łzą powolutku kapie igra
w szklanym naczyniu zamknięty
czerwienią żalu kamienny krajobraz rozświetla
migającym blaskiem całuje co rusz
Oj wiaro
moja wiaro
gdybyś była malutka
jak gorczycy ziarenko
nie byłoby niepewności
że Boga nie widać
i że dotknąć Go nie można
I choć Tajemnicą pozostaje
Wiosna
co płatkami kwitnącej wiśni sypie
z podróży dalekiej wróciła
ciepłym wiatrem dmuchnęła
topiąc resztki śniegu
skrywające ziemię
stęsknioną promieni słońca
przebiśniegom
Dlaczego szczęście
zawsze tak bardzo ukryte
że trudno je odnaleźć
i dlaczego
tęsknić trzeba
za tym co ciągle ucieka
i nie sposób tego dogonić
a tak naprawdę jest blisko
W gwarze ulicy
wielkiego miasta
ukryty szept
zbolałych serc
ustami ludzi
woła ku niebu